Zmień rozmiar czcionki
Obecny czas: 21 Lis 2017, 05:21


Wyślij nowy tematWyślij odpowiedź Strona 1 z 1   [ 1 post ]
Autor Wiadomość
 Temat postu: Obyczaje łowieckie w twórczości Sienkiewicza
Wysłany: 09 Lut 2012, 13:54 
Miłośnikiem polowań był H. Sienkiewicz. W jednej ze swoich najbardziej znanych powieści – „Krzyżakach” – pojawiają się opisy polowań. Kiedy Maćko wraz ze Zbyszkiem wędrują do Zgorzelic spotykają Zycha. W czasie wspólnej wędrówki dochodzą ich odgłosy polowania. Dźwięki pozwalają się im domyśleć, że zwierzę zmierza w ich kierunku. Zbyszko błyskawicznie naciąga kuszę i celuje: „na drogę wypadł z gęstwiny, jak piorun, stary brodaty żubr z olbrzymią, nisko pochyloną głową, z krwawymi oczyma i wywalonym ozorem, zziajany, straszny. Trafiwszy na wyrwę przydrożną, przesadził ją jednym skokiem, upadł z rozpędu na przednie nogi, ale podniósł się i już, już miał skryć się w gęstwinie po drugiej stronie drogi, gdy nagle zawarczała złowrogo cięciwa kuszy, rozległ się świst grotu, po czym zwierz wspiął się,
zakręcił, ryknął okropnie i runął jak gromem rażony na ziemię. Zbyszko wychylił się zza drzewa, napiął znów kuszę i zbliżył się gotów do strzału ku leżącemu bykowi, którego zadnie nogi kopały jeszcze ziemię”. Strzał był tak celny, że żubr zginął niemal natychmiast. Błyskawiczny atak przeprowadzony przez Zbyszka, jego siła fizyczna, sprawność i celność wzbudziły podziw Zycha ze Zgorzelic. Po ubicia zwierza rozgorzała dyskusja, do kogo ono należy: czy do właściciela lasów czy do myśliwych. Ostatecznie stwierdzono, że zwierz został zabity na drodze – należy więc do myśliwego. Wkrótce z lasu wyszli myśliwi. jakież zdziwienie ogarnęło wszystkich, gdy okazało się, że jednym z nich jest Jagienka – córka Zycha. Dziewczyna dosiadała konia po męsku, w ręku trzymała kuszę, na plecach miała oszczep. Widać było, że polowanie nie jest dla niej nowością. Jagienka była przekonana, że to ona ustrzeliła żubra. Rozczarowała się jednak, gdy okazało się, że śmiertelna strzała należała do Zbyszka: „Lecz Jagience przyszło co innego do głowy, zwróciwszy się bowiem do Zbyszka, spytała:
- To wyście żubra zabili?
- Ja.
- Obejrzym, gdzie tkwi grot.
- Nie obaczycie, bo mu się całkiem pochował pod łopatką.
- Daj spokój, nie prawuj się - rzekł Zych. - Widzielim wszyscy, jak go ustrzelił, i widzielim jeszcze coś lepszego, bo kuszę w mig bez korby naciągnął.
Jagienka spojrzała po raz trzeci na Zbyszka, ale tym razem z podziwem:
- Naciągnęliście kuszę bez korby? - spytała. Zbyszko odczuł w jej głosie jakby pewne
niedowierzanie, wsparł więc o ziemię kuszę, którą był poprzednio spuścił, naciągnął ją w mgnieniu oka, aż zaskrzypiała żelazna obręcz, po czym, chcąc pokazać, że zna dworski obyczaj, przyklęknął na jedno kolano i podał ją Jagience”.
Krótko po zagospodarowaniu w Bogdańcu Zbyszko wybrał się do Zgorzelic podziękować Zychowi za okazaną pomoc. Wystrój gospodarstwa świadczy o tym, że gospodarz jest miłośnikiem polowań. Pod stołami leżały skóry dzików i żubrów oraz turów. W szopach znajdował się sprzęt myśliwski. Wspólnie z Zychem ustalił też, że którejś nocy wybierze się do lasu na polowanie na niedźwiedzia, gdyż potrzebne jest niedźwiedzie sadło do wyleczenia Maćka. Zbyszko postanawia wyruszyć jedynie z widłami i toporem, aby nie wystraszyć zwierza. Przed wyruszeniem na polowanie Zbyszko wraz z bartnikiem przeszli się po lesie i nasmarowali kilka drzew miodem, aby zwabić niedźwiedzia. Przed wyruszeniem na polowanie Zbyszko ubrał się w kubrak ze skóry łosia, żelazny czepiec z drutu. Wziął ze sobą widły dwuzębne, stalowy topór. Po zachodzie słońca wybrał się do lasu. Obserwował zmierzające ku wodzie zające i kuny. Słyszał świergot ptaków gotujących się do snu. Koło niego przeszło stado dzików , które wybrały się na żer. Młodzieniec żałował, że nie zabrał ze sobą kuszy, gdyż miał okazję upolować dzika lub łosia. Wreszcie zapanowała cisza. Po jakimś czasie dostrzegł brunatny kształt wyłaniający się z mroku. Zbyszko stanął naprzeciw niego. Niedźwiedź zawahał się, lecz bardzo szybko podniósł się na tylne łapy i ruszył do ataku: „Tego właśnie czekał Zbyszko; zebrał się w sobie, skoczył jak błyskawica i całą siłą potężnych ramion oraz własnego ciężaru wbił widły w piersi zwierza. Cały bór zatrząsł się teraz od przeraźliwego ryku. Niedźwiedź chwycił łapami widły, pragnąc je wyrwać, ale zadziory przy ostrzach wstrzymały, więc poczuwszy ból, zagrzmiał jeszcze straszliwiej. Chcąc dosięgnąć Zbyszka, wsparł się na widłach i wbił je w siebie mocniej. Zbyszko, nie wiedząc, czy ostrza weszły dość głęboko, nie puszczał rękojeści. Człowiek i zwierz poczęli się szarpać i szamotać. Bór trząsł się wciąż od ryku, w którym brzmiała wściekłość i rozpacz”. Szala zwycięstwa zaczęła się przechylać na korzyść niedźwiedzia. Młodzieniec nie mógł wydobyć topora, niedźwiedź miotał nim na wszystkie strony. Gdy wydawało się, że walka jest już przegrana, koło Zbyszka stanęła jakaś ciemna postać z drugimi widłami. Była to Jagienka, która drugimi widłami przytrzymała niedźwiedzia umożliwiając Zbyszkowi dobycie toporu i zadanie śmiertelnego ciosu: „Zbyszko w uniesieniu walki ani na jedno mgnienie oka nie zastanowił się, skąd mu niespodziewana pomoc nadeszła, natomiast chwycił topór i ciął strasznie. Trzasnęły teraz widły złamane ciężarem i ostatnią konwulsją zwierza - ów zaś zwalił się jakby piorunem rażony na ziemię i począł na niej chrapać. Lecz zaraz ustał. Nastała cisza przerywana tylko głośnym oddechem Zbyszka, który wsparł się o sosnę, gdyż nogi chwiały się pod nim. Po chwili dopiero podniósł głowę, spojrzał na stojącą obok siebie postać - i przeląkł się myśląc, że to może nie człowiek”. Okazało się, że to jednak Jagienka, która uratowała mu życie. dziewczyna sama później wytopiła sadło, dzięki któremu Maćkowi się polepszyło. Okazał się jednak, że potrzebny jest także bobrowy skrom. Jagienka i Zbyszko wybrali się po niego wspólnie. Oboje zaczaili się nad wodą, aż wreszcie ujrzeli głowę bobra. „Wówczas na powierzchni wody zaczerniała jedna głowa, potem druga - a wreszcie znacznie bliżej spuścił się do wody z
brzegu duży bóbr ze świeżo uciętą gałęzią w pysku i począł płynąć wśród rzęsy i kaczeńca, podnosząc paszczę w górę i holując gałąź przed sobą. Zbyszko, leżąc na pniu poniżej Jagienki, ujrzał nagle, jak łokcie jej poruszyły się cicho, a głowa pochyliła się ku przodowi: widocznie mierzyła do zwierza, który nie podejrzewając żadnego niebezpieczeństwa, przepływał nie dalej niż na pół strzelenia ku niezarosłej toni. Wreszcie zawarczała cięciwa kuszy, a jednocześnie głos Jagienki zawołał:
- Jest! jest!...”. Okazało się po raz kolejny, że dziewczyna bez problemu radzi sobie z polowaniem.
Piękna scena polowania została opisana także w rozdziale XXI powieści. W polowaniu wzięło udział wielu dostojników. Przed samym rozpoczęciem biegli leśnicy pod wodzą wielkiego łowczego zaczęli rozstawiać myśliwych. Rozpięli też siatkę, która miała zatrzymać zwierzęta, którym w jakiś sposób udałoby się wydostać z pułapki. „Sam książę miał w ręku kuszę, tuż pod bokiem pana stał oparty o drzewo ciężki oszczep, a nieco z tyłu trzymali się dwaj "brońcy" z toporami na ramionach, ogromni, do pni leśnych podobni, którzy prócz toporów mieli jeszcze gotowe napięte kusze dla podania księciu w razie potrzeby. Księżna i Jurandówna nie zsiadały z koni, albowiem nie zezwalał na to nigdy książę ze względu na niebezpieczeństwo od turów i żubrów przed których wściekłością łatwiej się było w razie wypadku chronić konno niż pieszo”. Po jakimś czasie w lesie zabrzmiały rogi kurpieskie i odgłosy zwierząt. Myśliwi wytężyli wzrok i zaczęli wypatrywać zwierząt. Lasy były pełne żubrów, turów i dzików. Z dzikich ostępów wypłoszono także kilka niedźwiedzi. Myśliwi musieli jednak czekać długo, ponieważ ludzie, którzy wypierali zwierzęta, mieli do przejścia duży obszar. Nawet szczekanie psów dochodziło z bardzo daleka. Wreszcie na polanie pojawiły się wilki. Wypadły na polanę, jednak po chwili zawróciły do lasu, szukając innej drogi ucieczki. Następnie pojawiły się dziki i inne zwierzęta: „Mieszkańcy leśni, odpędzani z boków przez rozciągnięte szeroko w puszczy skrzydła otoki, zapełniali coraz szczelniej leśną łąkę. Nic podobnego nie można było zobaczyć nie tylko w krajach zagranicznych, ale nawet i w innych ziemiach polskich, w których nie było już takich puszcz jak na Mazowszu. Krzyżacy, chociaż bywali na Litwie, gdzie czasem zdarzało się, że żubry, uderzając na wojsko, sprawiały w nim zamieszanie - dziwili się nie-pomału tej niezmiernej ilości zwierza, a zwłaszcza dziwił się pan de Lorche. Stojąc przy księżnie i dworkach jak żuraw na straży, a nie mogąc się z żadną rozmówić, począł on już był nudzić się. marznąć w swej żelaznej zbroi i mniemać, że łowy chybiły. Aż oto ujrzał przed sobą całe stada lekkonogich sarn, płowych jeleni i łosiów o łbach ciężkich, ukoronowanych, pomieszane z sobą, wichrzące po polanie, oślepione trwogą i szukające na próżno wyjścia”. Na ten widok księżna zaczęła mierzyć do zwierząt i wypuszczać grot za grotem. Gdy udało jej się trafić, krzyczała głośno z radości. Także damy dworu uległy myśliwskiej pasji. Uwagę de Lorche zwrócił wielki niedźwiedź. Książę strzelił do niego z kuszy, a następnie rzucił się na niego z oszczepem. Udało mu się zabić go na oczach całego dworu. Lotaryńczyk nie mógł się nadziwić sprawności polskich myśliwych: „[…] w dalszym ciągu zobaczył skłute w ten sam sposób przez innych myśliwych srogie, białokływe odyńce, ogromne, daleko większe i zacieklejsze od tych, na które polowano w lasach Niższej Lotaryngii i w puszczach niemieckich. Tak wprawnych i dufnych w siłę dłoni łowców ani też takich uderzeń oszczepem nie widział pan de Lorche nigdzie - co, jako człowiek bywały, tłumaczył sobie tym, że wszyscy ci wśród niezmiernych borów siedzący ludzie przywykają od dziecięcych lat do kuszy i oszczepu - za czym i do większej w ich użyciu dochodzą od innych biegłości. Polana usłała się wreszcie gęsto trupami wszelkiego rodzaju zwierząt, lecz łowom daleko jeszcze było do końca. Owszem, najciekawsza a zarazem najbardziej niebezpieczna ich chwila miała dopiero nadejść, gdyż otoka wparła właśnie na pustać kilkanaście żubrów i turów”. Na polanę wbiegł wielki żubr. Księżna strzeliła, ale niecelni i zwierz ruszył w jej kierunku. W jej obronie stanął Lotaryńczyk, ale został zrzucony z konia. Wówczas na pomoc pobiegł Zbyszko i inni. Polowanie zostało zakończone.


Zgłoś ten post
Góra
  
Odpowiedz z cytatem  
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Wyślij nowy tematWyślij odpowiedź Strona 1 z 1   [ 1 post ]


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 1 gość


Możesz zakładać nowe tematy na tym forum
Możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

Szukaj:
Skocz do:  
cron


Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
610nm Style by Daniel St. Jules of Gamexe.net